<?xml version='1.0' encoding='utf-8'?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="/sheet.xsl"?><rss version="2.0"><channel><title>deerbard's nest</title><item><title>home</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/index.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="2.7326732673267324" morss_score="43.23267326732673"&gt;

&lt;pre&gt;────╔╗────────────╔╗────────────╔╗─╔╗────────────────────╔╗───
────║║────────────║║────────────║║─╚╝───────────────────╔╝╚╗──
──╔═╝║╔══╗╔══╗╔══╗║╚═╗╔══╗╔══╗╔═╝║───╔══╗────╔══╗╔══╗╔══╗╣╠╝──
──║╔╗║║╔╗║║╔╗║║╔╗║║╔╗║╚═╗║║╔╗║║╔╗║───║╔╗╝────╗╔╗║║╔╗║║╔╗╝║║───
──║║║║║╠╝║║╠╝║║║╚╝║║║║╔╔╗║║║╚╝║║║║───╠═╗║────║║║║║╠╝║╠═╗║║║───
──║╚╝║║╚═╣║╚═╣║║──║╚╝║║╚╝║║║──║╚╝║───║╚╝║────║║║║║╚═╣║╚╝║║║───
──╚══╝╚══╝╚══╝╚╝──╚══╝╚══╝╚╝──╚══╝───╚══╝────╚╝╚╝╚══╝╚══╝╚╝───
──────────────────────────────────────────────────────────────
────────────── Perseverance is where gods dwell ──────────────
	&lt;/pre&gt;

&lt;p&gt;
	(ENG/PL)
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/about.html"&gt;
		  about / o mnie
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/art/2021-07-22-PL-ENG-Art-manifesto.html"&gt;
		  my little art manifesto / mój mały manifest artystyczny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 logs/ wpisy
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	aggregated / zebrane
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://morss.it/:items=%7C%7C*[class=link-p]%7C%7Ca/https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  RSS feed
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 including / w tym:
&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;
	art for sale, ongoing projects, ideas / co sprzedaję, aktualne projekty, pomysły
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/art/index.html"&gt;
		  ART log
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	other / inne
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/relog/index.html"&gt;
		  re:log / odpowiedzi
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/poetry/index.html"&gt;
		  poetry / poezja
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 interesting places in internet
&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/favorite-gemini.html"&gt;
		  interesting places in smolweb / interesujące miejsca w małej sieci
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/favorite-www.html"&gt;
		  interesting places in www world / interesujące miejsca w świecie www
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	d°°b
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	____________________
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Unless otherwise noted, the content of this site is licensed under CC BY-SA 4.0.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	© deerbard
&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-04-26 (general) [PL/ENG] Droga do wolności / Path to freedom</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-04-26-path-to-freedom.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.9335548172757475" morss_score="127.93355481727575"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Droga do wolności / Path to freedom
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Dyscyplina równa się wolności?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Przypomniało mi się hasło, które lubił często powtarzać Jocko Willink, dawniej amerykański Navy Seal, obecnie twórca podcastu, mówca, autor książek... Człowiek, który pomimo swoich lat nieustannie utrzymuje swoje ciało i umysł w formie (i to jakiej!). Hasło to brzmi: Dyscyplina równa się wolności. Piszę „lubił” w czasie przeszłym, jedynie dlatego, że dość dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz słuchałem jego podcastu, ale zakładam że jego stanowisko się nie zmieniło.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	W tym krótkim wpisie chcę jedynie zawrzeć jedną myśl. Dyscyplina nie równa się wolności, lecz jest świetną do niej drogą, jeśli znajdujemy się na niższym szczeblu takiej (zwizualizujmy to sobie w ten sposób) drabiny do wolności.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Co mam na myśli. Całkowitą wolnością moglibyśmy się cieszyć przy zachowaniu dwóch warunków (tak mi się wydaje): Wiedzy o tym jak postąpić dobrze w każdym momencie i umiejętności postąpienia zawsze zgodnie z tą wiedzą lub jej wbrew. Wtedy i tylko wtedy mielibyśmy całkowitą wolność postąpienia dobrze lub nie w każdym momencie, wg własnej woli. Im dalej jesteśmy od tego ideału, tym dalej od wolności. Łatwo można więc wyszczególnić przykładowe stopnie i uszeregować je hierarchicznie. Np człowiek zdyscyplinowany stanie wyżej na drabinie, niż człowiek niezdyscyplinowany. Choć obaj nie mają pełnego wyboru, jednak ten potrafiący zmusić się do czynienia tak, jak tego chce, a nie jak dyktują mu okoliczności i zachcianki ciała, częściej potrafi wybrać sam swoją ścieżkę. Spośród tych, którym dyscypliny brakuje, wyżej stanie ten, kto potrafi zaczerpnąć motywacji do słusznego działania od innych. Czy to z cudzego wsparcia, czy przykazu który słusznie jest skierowany do tej osoby. Ten drugi, który i tego nie potrafi, skazany jest znacznie częściej na złe wybory, które szybko usidlają człowieka w pułapkach, gdzie wyboru już żadnego nie ma. Nie mając żadnego oparcia ani w dyscyplinie wewnętrznej, ani zewnętrznej  zderza się człowiek już tylko z bezpośrednimi konsekwencjami złych wyborów ze strony rzeczywistości. Najniższym rozróżnieniem byłoby więc jeszcze takie na tego, który z tego zderzenia z rzeczywistością wyciągnie ostatecznie wystarczająco motywacji i siły, by faktycznie zacząć podejmować własne decyzje i tego, który na tym polu przegra i postąpi w jedyny sposób, jaki mu pozostanie - niezgodnie z własną wolą, a niesiony prądem, cudzymi decyzjami i niskimi instynktami ciała. A w drugą stronę patrząc powyżej człowieka zdyscyplinowanego? Tam umieściłbym kolejne stadia człowieka, który z coraz większą lekkością potrafi zrobić, to co powinien i jednocześnie coraz lepiej rozumiejąc właściwą drogę za każdym razem sam wybiera.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Dlaczego rozumiemy wolność wprost przeciwnie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Być może, tak samo jak ja, wychowaliście się w przekonaniu, że wolność nasza definiuje się raczej poprzez brak ograniczenia naszego wyboru przez czynniki zewnętrzne, tzn wolni jesteśmy, gdy każdy nasz czyn jest możliwy i żaden nie przyniesie nam negatywnych konsekwencji, a co najmniej negatywnych konsekwencji w postaci ograniczenia naszej wolności. Przy takiej definicji szybko zauważamy, że nie tylko wolność naszą ogranicza wolność każdego innego człowieka, lecz i w ogóle każdej rzeczy, a właściwie wolność naszą ograniczają same prawa rządzące rzeczywistością. Nigdy nie będziemy prawdziwie wolni! Jak się wyłamać z tego więzienia?!
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Po poczynieniu takiej konstatacji i przy zachowaniu tej definicji najpewniej zaczniemy dążyć więc do poszerzania swojej tak rozumianej wolności kosztem cudzej. Swoją wolność zaś najpewniej zaczniemy wykorzystywać dla spełniania niskich zachcianek.  Piszę „najpewniej”, bo taką korelację widzę, tak to rozumiem. Wybaczcie, jeśli czegoś nie dostrzegam i nie czytajcie tego, jakbym sądził, że zjadłem wszystkie rozumy. Piszę myśląc, myślę pisząc, roztrząsam sprawę.  Dla uspokojenia dodam, że wcale nie stawiam wysoko na tej wyobrażonej drabinie własnej osoby, o nie...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Pójdę nawet dalej za tą myślą. To odwrócenie widzenia kwestii wolności wynika z wszechobecnego zinfantylizowania społeczeństw rozwiniętych. Jesteśmy zwyczajnie rozpieszczeni do tego stopnia, że szczytem wolności wydaje nam się możliwość zrobienia na przekór i zjedzenia czekoladki, choć ta wcale nam nie posłuży. Dyscyplina jawi nam się z naszego wspólnego, uśrednionego tak nisko punktu widzenia, jako przykra konieczność, potrzebna tylko do tego, by nie potykać się o własne błędy, o skutki swojego postępowania. Chcielibyśmy się i tej dyscypliny pozbyć, ale „niestety” na razie musimy ją pozostawić z braku lepszych możliwości ucieczki, tak ucieczki do tej naszej błędnie pojmowanej wolności. A do wolności się nie ucieka, nie zostawia, nie łamie zasad, nie biegnie w dół, ale idzie pod górę, w stronę światła, zasad się uczy, przyłącza się do tego co dobre. Dopóki tego nie rozumiemy, ludzie pokroju Jocko Willinka wydają się prawić nonsensy, my tam wiemy lepiej (siedząc na kanapie i objadając się czipsami, ale gdybyśmy tylko chcieli...). I dlatego wciąż i wciąż się potykamy. Bo ostatecznie nie wierzymy nawet w tę dyscyplinę. Niby ją stosujemy, ale tylko dopóki starczy opanowania, dopóki nie puszczą hamulce, bo przecież ostatecznie liczy się moja wygoda, moja racja, moje dobro, moja wolność... kosztem wszystkich innych.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Prawdziwa droga do wolności
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Droga do wolności wiedzie przez skruchę, przez pokorę, przez miłość i przez ofiarę.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Ale dyscyplina nie zawadzi na tym etapie, nie zawadzi.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 EN
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Does discipline equal freedom?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I was reminded of a motto that Jocko Willink, a former U.S. Navy SEAL and now a podcaster, speaker, and author, liked to repeat often... A man who, despite his age, constantly keeps his body and mind in shape (and what shape!). The motto goes: Discipline equals freedom. I write “used to” in the past tense only because quite some time has passed since I last listened to his podcast, but I assume his stance hasn’t changed.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	In this short post, I just want to share one thought. Discipline does not equal freedom, but it is a great path to it if we find ourselves on a lower rung of this (let’s visualize it this way) ladder to freedom.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	What I mean is this: We could enjoy complete freedom if two conditions were met (or so it seems to me): the knowledge of how to act rightly at every moment, and the ability to act in accordance with that knowledge—or against it—at all times. Then, and only then, would we have complete freedom to act rightly or wrongly at every moment, according to our own will. The further we are from this ideal, the further we are from freedom. It is therefore easy to list examples of degrees and rank them hierarchically. For example, a disciplined person will stand higher on the ladder than an undisciplined person. Although neither has complete freedom of choice, the one who can force themselves to act as they wish—rather than as dictated by circumstances or the body’s whims—is more often able to choose their own path. Among those who lack discipline, the one who can draw motivation for right action from others will rank higher. Whether through someone else’s support or a command rightly directed at that person. The other, who cannot even do this, is far more often doomed to make bad choices that quickly ensnare a person in traps where there is no choice left. With no support to be found in either internal or external discipline, a person is left to face only the direct consequences of their poor choices as reality unfolds. The most basic distinction, then, would be between those who ultimately draw enough motivation and strength from this clash with reality to actually begin making their own decisions, and those who lose in this struggle and act in the only way left to them—not according to their own will, but carried along by the current, by others’ decisions and the base instincts of the body. And looking the other way, above the disciplined person? There I would place the subsequent stages of a person who, with increasing ease, is able to do what they should and, at the same time, with a growing understanding of the right path, chooses it for themselves each time.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Why do we understand freedom in exactly the opposite way?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Perhaps, just like me, you were raised with the belief that our freedom is defined rather by the absence of restrictions on our choices imposed by external factors—that is, we are free when every action we take is possible and none will bring us negative consequences, or at least negative consequences in the form of restrictions on our freedom. With such a definition, we quickly realize that our freedom is limited not only by the freedom of every other person, but also by the freedom of every single thing—indeed, our freedom is limited by the very laws governing reality. We will never be truly free! How can we break out of this prison?!
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Having made this observation and adhering to this definition, we will most likely begin to seek to expand our freedom—as understood in this way—at the expense of others’. And we will most likely begin to use our freedom to satisfy base desires.  I write “most likely” because that is the correlation I see; that is how I understand it. Forgive me if I’m missing something, and please don’t read this as if I think I know it all. I write as I think, I think as I write, I ponder the matter.  To reassure you, I’ll add that I don’t place myself very high on this imaginary ladder, oh no...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I’ll take this line of thought even further. This reversal of how we view freedom stems from the pervasive infantilization of developed societies. We are simply so spoiled that the pinnacle of freedom seems to us to be the ability to do against and eat a piece of chocolate, even though it won’t do us any good. From our shared, so-low-level perspective, discipline appears to us as an unpleasant necessity, needed only to avoid stumbling over our own mistakes, over the consequences of our actions. We would like to get rid of this discipline as well, but “unfortunately” for now we must leave it behind for lack of better means of escape—that is, escape to our mistakenly understood freedom. But one does not escape to freedom; one does not abandon, break the rules, or run downhill—but rather walks uphill, toward the light, learns the rules, and aligns oneself with what is good. Until we understand this, people like Jocko Willink seem to be spouting nonsense; we know better (sitting on the couch and stuffing ourselves with chips, but if only we wanted to...). And that is why we keep stumbling over and over again. Because ultimately, we don’t even believe in that discipline. We pretend to follow it, but only as long as we have the self-control, until the brakes give out, because after all, what really matters is my comfort, my way, my well-being, my freedom... at the expense of everyone else.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 The True Path to Freedom
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	The path to freedom leads through repentance, humility, love, and sacrifice.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	But discipline won’t hurt at this stage, it won’t hurt.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-04-10 (general) [PL] „Szukając śródziemia” - moja ocena</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-04-10-szukajac-srodziemia.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.761904761904762" morss_score="64.26190476190476"&gt;
&lt;h1&gt;
	 „Szukając śródziemia” - moja ocena
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Znów raczej gromadzę notatki, czasem zupełnie szybkie myśli bez rozwinięcia, ale nie publikuję. Więc tym razem zamiast coś pisać, wykorzystam wolną chwilę na wrzucenie. Nie tłumaczę, bo podcast, który recenzowałem (już miesiąc temu) i tak jest do wysłuchania jedynie po polsku.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Wysłuchałem całego „Szukając Śródziemia” - kilkuodcinkowego podcastu wyemitowanego w końcówce roku 2025 przez Polskie Radio. 
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Podcast mi się podobał i nie podobał jednocześnie. 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 podobał się, bo
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Trzeba powiedzieć, że jest świetnie zrealizowany, cała warstwa dźwiękowa sprawia, że jest to bardziej słuchowisko, niż to, co zazwyczaj nazywamy podcastem (jedna lub kilka osób rozmawiających na różne tematy). Wraz z prowadzącym (Adam Dąbrowski) łatwo możemy zanurzyć się w podróż i poczuć, że przeżywamy ją wraz z nim, odwiedzając kolejne miejsca na mapie, słuchając opowieści napotykanych osób. Opowieść ta ma przemyślany scenariusz, sprawnie przycięte mono- i dia-logi, historia ułożona jest bardziej w logiczne ciągi skojarzeniowe, niż geograficznie logiczne szeregi miejsc i poruszanych kwestii. I, jeśli chcemy dać ponieść się opowieści, zakosztować przyjemności przejażdżki, w której kontrolę oddajemy prowadzącemu, to jest to na prawdę świetnie zrealizowana przejażdżka autokarowa z pilotem.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Jednocześnie (i nie jest to specjalnie zarzut, po prostu naturalna konsekwencja takiego stylu tworzenia słuchowiska) w żaden z tematów się nie zagłębiamy, jest to raczej spis treści, spis tematów dla kogoś, kto chciałby pójść dalej i dowiedzieć się czegoś o nich. Jeśli tak się to potraktuje, to kolejny plus - baza interesujących tematów do eksploatacji.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 nie podobał się, bo
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	To jest trudne do dokładnego wskazania. Jednak spróbuję. Chodzi mianowicie o połączenie pewnego charakterystycznego stylu komunikacji, w którym wszystko przedstawia się jako interesującą ciekawostkę, część fascynującej historii,  z charakterystyką przedstawianych faktów, tez i ciekawostek, które nie zawsze są na równi wartościowe i prawdziwe. Dotyczy to zwłaszcza ostatniego odcinka, czy dwóch, gdzie przedstawiane są różne fałszywe nadinterpretacje przesłania dzieł Tolkiena i wykorzystywanie ich do propagandy politycznej, czy wykoślawianie zawartych w nich treści, stawianie ich na głowie. Rozumiem pobudki prowadzącego / autora słuchowiska, rozumiem chęć przedstawienia możliwie szerokiego spektrum zagadnień powiązanych z twórczością Tolkiena. Mnie się to jednak nie podobało, nie lubię takiej relatywizacji, mówienia o każdym przejawie wykorzystania jakiegoś motywu, dzieła, idei jako o równoprawnym jedynie dlatego, że łączy je taki wspólny mianownik.
&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;
	 ostatecznie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Słuchowisko polecam z tym zastrzeżeniem, że trzeba go słuchać uważnie i samemu postanowić, co myśli się o każdej przedstawianej informacji. Słucha się tego, jak już pisałem, wspaniale, od pierwszej chwili czując się, jakby się wraz z prowadzącym wybrało w świat, ze staromodnym plecakiem na plecach i oczami pełnymi nowych krajobrazów.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-03-18 (Re:) [PL/ENG] Ograniczone połączenie V - lęk o telefon / Limited connection V - phone anxiety</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/relog/2026-03-18-limited-connection-V-phone-anxiety.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.580975316074654" morss_score="155.08097531607467"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Ograniczone połączenie V - lęk o telefon / Limited connection V - phone anxiety
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Jest to kolejny wpis w serii Ograniczonego Połączenia czy BTHR (Back To Human Realm - Powrót Do Ludzkiego Wymiaru/Domeny), uaktualnienie  mojego podejścia do tematu i zarazem odpowiedź na wpisy, które niedawno pojawiły się w kapsułach użytkowników ploum i larsthebear.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://ploum.net/2026-03-13-phone_addiction.html"&gt;
		  Wpis w kapsule ploum
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://larsthebear.me/phone_anxiety.html"&gt;
		  Wpis w kapsule larsthebear
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 uaktualnienie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Od dość dawna nie trzymam się wyzwania Symulacji Starego Modemu. Nie wykluczam jednak powrotu do tego rozwiązania / wdrażania go na jakieś okresy. Działało to dość dobrze, aczkolwiek wymagało dużego zorganizowania.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://rawtext.club/~deerbard/glog/2023-11-12-limited-connection-IV-old-modem.html"&gt;
		  Ograniczone połączenie IV - stary modem
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Przez jakiś czas nawet przeciwnie, starałem się być bardziej aktywny w internecie dla wartościowych kontaktów, oraz zaakcentowania intensywnego działania rysunkowego w celu znalezienia zajęć zarobkowych. Na dłuższą metę znalazłem jednak taką aktywność kontr-produktywną, jako że zgodnie z moimi wcześniejszymi spostrzeżeniami w temacie, znacznie ograniczyło to moje zasoby energii i spłyciło najważniejsze dążenia, można powiedzieć że znacznie zmniejszyło kreatywność. Dlatego ostatecznie zaprzestałem tych prób starając się znów spędzać w internecie peryferyjne zasoby czasowe, np poprzez planowanie przyszłych wpisów na media społecznościowe (w których uczestniczę i tak w bardzo okrojonym zakresie omijając szerokim łukiem wszystkie media należące do Mety).
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Ostatnio udaje mi się regularnie spędzać znaczące przedziały czasowe bez rozedrgania umysłu spowodowanego bliskością, łatwością połączenia. Oby tak dalej. Przebywanie w ludzkim wymiarze daje sens, napędza do przebywania w nim więcej i więcej. Bytność online staje się coraz mniej atrakcyjna.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://rawtext.club/~deerbard/glog/2023-11-12-limited-connection-III-BTHR.html"&gt;
		  Ograniczone połączenie III - Powrót do ludzkiej domeny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 uzależnienie od telefonu - odpowiedź
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Od telefonu nie byłem chyba nigdy tak prawdziwie uzależniony, nie miałem objawów typu niemożność wyjścia bez niego z domu, nie mówiąc o wyjściu do drugiego pomieszczenia. 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Natomiast chwilowe poczucie lęku wywołane spostrzeżeniem, że nie wziąłem go ze sobą, owszem, zdarzyło się kilka razy i to chyba był również i u mnie moment wzrostu świadomości nadmiernego przywiązania do telefonu. A nadmiernie przywiązany potrafiłem być w różnych okresach mniej lub bardziej już od samego początku posiadania telefonu, czyli w moim wypadku mniej więcej od wieku 22 lat. Fantomowe dzwonki, kompulsywne sprawdzanie wiadomości, zerkanie bez żadnego powodu...
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Po latach prób i błędów doszedłem do jakiejś równowagi w temacie tego urządzenia, aczkolwiek nie ukrywam że jest to ciągła walka. Pisząc ten wpis siedzę na ławce (publikując, już dawno nie siedzę, minęło kilka dni), smartfona nie mam przy sobie (publikując mam, zapewnia mi połączenie z internetem). 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Ogólnie nie lubię skali na jaką telefony dominują nasz czas i pochłaniają uwagę, zwalczam u siebie wszelkie przejawy nadmiernego przyzwyczajenia do tego urządzenia. Świadomie odkładam telefon w jedno miejsce w mieszkaniu, nie trzymam go zawsze pod ręką. Każdego dnia wyłączam w nim sieć na całe godziny, by nie atakowały mnie powiadomienia. Mam też ustawiony czas ciszy nocnej, gdy powiadomienia są wyciszone. Gdy wychodzę, często wkładam telefon specjalnie do plecaka, żeby nie kusił mnie łatwym wyjęciem z kieszeni.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Niepokoi mnie to, że coraz częściej zakłada się, że to własnie za pomocą telefonu coś załatwię, coś zrobię. Kupię bilet, zapłacę rachunek, wyślę wiadomość, zeskanuję jakiś kod i coraz częściej okazuje się, że jeśli nie użyję telefonu, to czegoś mi się nie uda załatwić i coraz częściej są to rzeczy potrzebne.  Na razie jeszcze daję sobie radę i unikam używania telefonu poza czynnościami, które sam wybiorę. Na razie tylko ludzie patrzą na mnie dziwnie coraz częściej, bo nie robię tak jak „wszyscy” lub tracę jakieś zniżki czy inne benefity, gdy nie używam aplikacji. Ale nie wiem, jak długo.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Używam natomiast smartfona w wybranych celach, takich jak nawigacja, identyfikacja roślin (czysto hobbystycznie), przesyłanie zdjęć. Dopóki nie poczuję, że zaczynam go używać kompulsywnie i przejmuje nade mną kontrolę. Wtedy chowam, odkładam, ukrywam przed sobą, by wrócić do równowagi. I tak to się toczy. Koniec końców uważam, że cały problem jest znacznie szerszy, niż tylko czas spędzany z urządzeniem. Problemy z (nad)użytkowaniem i marnowaniem czasu i energii na negatywne aspekty sieci i urządzeń elektronicznych są raczej symptomem głębszego problemu. U mnie łatwo pojawiają się, gdy jestem zmęczony, rozkojarzony, chory. Gdy jestem w równowadze, łatwo nad nimi panuję. Natomiast problem z wymaganiem telefonu, jako jedynej drogi, która umożliwia załatwienie czegoś, jest problemem narzucanym nam przez tych, u których chcemy/potrzebujemy to coś załatwić. W obu wypadkach uważam, że powinniśmy czuwać, mówić o tym i uświadamiać innych. Poprzez telefon łatwo można przejąć kontrolę nad nami, naszymi zachowaniami, naszymi przyzwyczajeniami. Kontrolować nas mogą „big techy”, politycy, sklepy i usłogodawcy, oraz nasze własne niskie instynkty. Jeśli jesteśmy tego świadomi, rozmawiajmy o tym z innymi.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 EN
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	This is another post in the “Limited Connection” or BTHR (Back To Human Realm) series, an update on my approach to the topic, and also a response to posts that recently appeared in the capsules of users ploum and larsthebear.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://ploum.net/2026-03-13-phone_addiction.html"&gt;
		  Post in ploum’s capsule
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://larsthebear.me/phone_anxiety.html"&gt;
		  Post in larsthebear’s capsule
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Update
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I haven’t been sticking to the Old Modem Simulation challenge for quite some time now. However, I don’t rule out returning to this solution or implementing it for certain periods. It worked quite well, though it required a lot of organization.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://rawtext.club/~deerbard/glog/2023-11-12-limited-connection-IV-old-modem.html"&gt;
		  Limited Connection IV - Old Modem
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	For a while, on the contrary, I tried to be more active online to build valuable connections and highlight my intensive drawing work in order to find paid opportunities. In the long run, however, I found such activity counterproductive, as, in line with my earlier observations on the subject, it significantly drained my energy and diluted my most important aspirations; one could say it significantly reduced my creativity. That is why I eventually stopped these attempts, trying instead to spend only peripheral amounts of time online, e.g., by planning future social media posts (in which I participate only to a very limited extent, giving all Meta-owned platforms a wide berth).
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Lately, I’ve been able to regularly spend significant stretches of time without the mental tremor caused by proximity and ease of connection. May it continue this way. Being in the human dimension gives meaning; it drives one to stay in it more and more. Being online is becoming less and less appealing.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://rawtext.club/~deerbard/glog/2023-11-12-limited-connection-III-BTHR.html"&gt;
		  Limited Connection III - Return to the Human Realm
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Phone addiction - response
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I don’t think I’ve ever been truly addicted to my phone; I didn’t have symptoms like being unable to leave the house without it, let alone go into another room.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	However, a momentary feeling of anxiety triggered by the realization that I hadn’t brought it with me did happen few times, and I think that was also the moment when I became aware of my excessive attachment to the phone. And I’ve been more or less overly attached at various times, pretty much from the very beginning of owning a phone—which, in my case, was around the age of 22. Phantom ringtones, compulsive messages checking, glancing at it for no reason...
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	After years of trial and error, I’ve reached a certain balance when it comes to this device, though I won’t deny that it’s a constant struggle. As I write this post, I’m sitting on a bench (by the time I publish it, I won’t be sitting here anymore—a few days have passed), and I don’t have my smartphone with me.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	In general, I don’t like the extent to which phones dominate our time and consume our attention; I fight against any signs of excessive reliance on this device. I consciously put my phone in one specific spot in the apartment; I don’t keep it within arm’s reach all the time. Every day, I turn off the data connection for hours at a time so I’m not bombarded with notifications. I also have a “silent mode” set for the night, when notifications are muted. When I go out, I often put my phone in my backpack on purpose so I’m not tempted to easily pull it out of my pocket.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	It worries me that it’s becoming more and more common to assume that I’ll use my phone to get something done or accomplish a task. I’ll buy a ticket, pay a bill, send a message, scan a code—and more and more often, it turns out that if I don’t use my phone, I won’t be able to get something done, and more and more often, these are things I actually need. For now, I’m still managing and avoiding using my phone for anything other than the activities I choose myself. For now, people just look at me strangely more and more often because I don’t do things the way “everyone else” does, or I miss out on discounts or other benefits when I don’t use the apps. But I don’t know for how long.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Instead, I use my smartphone for specific purposes, such as navigation, identifying plants (purely as a hobby), and sending photos. That is, until I feel like I’m starting to use it compulsively and it’s taking control of me. Then I put it away, set it aside, and hide it from myself to regain my balance. And so it goes. Ultimately, I believe the whole issue is much broader than just the time spent with the device. Problems with (over)use and wasting time and energy on the negative aspects of the internet and electronic devices are more of a symptom of a deeper problem. For me, they easily arise when I’m tired, distracted, or sick. When I’m in balance, I can easily manage them. However, the problem of relying on a phone as the only way to get something done is a problem imposed on us by those from whom we want or need to get that something done. In both cases, I believe we should stay vigilant, talk about it, and raise awareness among others. Through the phone, it’s easy to take control of us, our behaviors, and our habits. We can be controlled by “big tech,” politicians, stores, and service providers, as well as our own base instincts. If we’re aware of this, let’s talk about it with others.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/relog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-03-13 (Re:) [ENG/PL] Re: Goodness and good manners / Re: Dobroć i dobre maniery</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/relog/2026-03-13-re-good-manners.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.813568099430347" morss_score="244.81356809943034"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Re: Goodness and good manners / Re: Dobroć i dobre maniery
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 ENG
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://larsthebear.me/good_manners.html"&gt;
		  Goodness and good manners, a post from the larsthebear capsule
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I read this post and started thinking.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	How strong is the correlation between being a generally good person and having good manners, in my experience?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	What accounts for the lack of overlap between these two groups (good people and people with good manners)?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	What accounts for the existence of groups in which only one of these two elements is present?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I’m writing about my own “backyard,” that is, a society where the rules of good manners are generally known. This doesn’t mean they’re universal, but the general idea is readily available, and with a little good will, it’s easy to find good examples.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 How strong, in my opinion, is the correlation
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I feel like I don’t have a complete picture of the situation, but I have some observations swirling around in my head, which is why I’m starting to write...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	First of all, just like larsthebear, I generally prefer to be among so-called well-mannered people, though there are certain limitations and exceptions to this rule. The post I’m responding to has made me realize how difficult it is to deduce the depth of goodness based on the superficiality of good manners. I don’t recall having given this thought much attention before.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	How often, in my opinion, are people with good manners also people whom one could describe as good (standing out for their goodness compared to the average?), and whose actions—not words—show that they are guided by love, that their character can be described in positive terms using words such as: courage, wisdom, justice, moderation, and modesty, a willingness to help others, etc.? And vice versa, how often do good people also have good manners? And how often do people with good manners not be guided by goodness and love, and how often do people who are not guided by them also have good manners?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	My quick answer is: There is a positive correlation (between goodness and good manners), but...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 The Sincerity of Good Manners
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	The whole issue, it seems to me, comes down to the sincerity of good manners, the degree to which they are integrated into a person’s personality and their true intentions, and thus the level at which we get to know another person. Good manners that aren’t accompanied by good intentions will sooner or later prove to be nothing more than a crumbling facade, behind which we’ll encounter actions that indicate the opposite of kindness. Likewise, a lack of good manners that isn’t accompanied by inner rot will quickly turn out to be a pleasant surprise if we get to know such a person a little better.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	For example, the good manners we see in a normal situation—one where everything follows the standard script of an ordinary scenario, where everyone feels comfortable, and no major anomalies occur—are quite different from those displayed in an abnormal situation, where people act under stress and negative emotions are easily triggered. The same people may behave quite differently in both of these types of situations.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Similarly, people who merely pretend to have good manners usually forget them immediately behind “closed doors.” Think of the stereotypical politician who, right after the courtesy of public appearances, displays crude behavior in a private conversation.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	So what good manners are we talking about? Good manners displayed at a very superficial level seem to me to be poorly correlated with acting in the interest of the common good. Good manners displayed regardless of the situation, on the contrary.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Reasons for the Lack of Correlation
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	There are countless possible conscious and unconscious reasons and motivations for exhibiting good or bad manners in one’s behavior; however, I am convinced that being guided by good intentions leads us to find more reasons for such a choice, whereas being guided by bad motives—such as selfishness, the desire for gain, retaliation, envy, etc., yields fewer such possible reasons, though of course a very strong and frequent reason, regardless of an individual’s character, is the desire to be accepted, liked, or respected in society.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	At the same time, I believe that the outward display of a lack of good manners is usually correlated with some lack of inner order. Usually, but not always. And it is certainly not an insurmountable obstacle to being generally guided by goodness despite this. 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I wonder about the possible reasons why someone who generally tries to act for the greater good might not exhibit good manners.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	It seems obvious that a lack of proper upbringing and a lack of a good role model in childhood play a role. For example, if a parent who served as a role model for us did not exhibit good manners, we may not only have little motivation to improve in this regard later on, but we may even have a motivation not to do so. After all, why would we want to admit to ourselves and the whole world that our parent wasn’t as good a person as we’d like them to be and as we remember them from childhood? Isn’t it more convenient to assume that good manners aren’t really necessary in life, since...?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Other role models besides our parents may prove to be just as obvious a clue. For example, the belief drawn from pop culture that a real tough guy cannot also be polite, because politeness is a trait of weak people.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Then there is simple weakness, when, despite good intentions, we cannot manage to maintain a civil tone. Laziness. Finally, contrariness—adopting an attitude opposite to what one personally considers right, for various reasons. To point out hypocrisy in others, to counterbalance overly rigid social norms, or for humorous purposes (though in the latter case, bad manners should be very fleeting).
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Hmm, time to wrap this up. I haven’t exactly discovered America here, but simply reminding myself of—and becoming aware of—the seemingly non-obvious lack of correlation strikes me as valuable.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="gemini://larsthebear.me/good_manners.html"&gt;
		  Goodness and good manners, wpis z kapsuły larsthebear
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Przeczytałem ten wpis i zacząłem się zastanawiać.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Jak silna jest korelacja bycia generalnie dobrym człowiekiem, a zachowywania dobrych manier, w moim doświadczeniu?
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Z czego wynika brak pokrycia się tych dwóch zbiorów (dobrych ludzi i ludzi z dobrymi manierami)?
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Z czego wynika istnienie grup, w których występuje jedynie jeden z tych dwóch elementów?
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Piszę o własnym „podwórku”, czyli społeczeństwie, w którym zasady dobrego wychowania są generalnie znane. Nie znaczy to, że są powszechne, jednak ogólna idea jest łatwo dostępna i przy odrobinie dobrej woli łatwo można znaleźć dobre wzorce.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Jak silna w moim mniemaniu jest korelacja
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Mam poczucie, że nie mam pełnego oglądu sytuacji, jednak mam jakieś spostrzeżenia, które kłębią się w mojej głowie, dlatego zaczynam pisać...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Po pierwsze, tak samo jak larsthebear, generalnie wolę przebywać wśród tzw ludzi dobrze wychowanych, choć są co do tej zasady pewne ograniczenia i pewne od niej wyjątki. Ten wpis, na który odpowiadam, pozwolił mi zauważyć, jak trudno jest na podstawie powierzchowności dobrych manier wydedukować głębię dobroci. Nie pamiętam, żebym wcześniej poświęcił tej myśli więcej uwagi.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Jak często, wg mnie, ludzie z dobrymi manierami jednocześnie są ludźmi, o których można by powiedzieć, że są dobrzy (odznaczający się dobrocią na tle średniej?), a więc których czyny, nie słowa, świadczą że kierują się oni miłością, że ich charakter można opisać w sposób pozytywny, używając określeń takich jak: odwaga, mądrość, sprawiedliwość, umiarkowanie i skromność, skłonność do niesienia pomocy innym itd? I vice versa, jak często ludzie dobrzy mają też dobre maniery? A jak często ludzie o dobrych manierach nie kierują się dobrem i miłością i jak często ludzie, którymi się nimi nie kierują jednocześnie mają dobre maniery?
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Moja szybka odpowiedź, to: Istnieje raczej korelacja pozytywna (pomiędzy dobrocią a dobrymi manierami), ale...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Szczerość dobrych manier
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Cała kwestia wydaje mi się rozbijać o szczerość dobrych manier, stopień ich zintegrowania z osobowością człowieka i prawdziwe intencje, a więc i stopień znajomości, do jakiej dojdziemy z drugą osobą. Dobre maniery nie idące w parze z dobrymi intencjami prędzej, czy później, okażą się tylko pękającą fasadą, za którą natkniemy się na czyny wskazujące na przeciwieństwo dobroci. Tak samo brak dobrych manier nie idący w parze ze zgnilizną wewnętrzną szybko okaże się miłym zaskoczeniem, jeśli poznamy taką osobę nieco lepiej.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Dla przykładu dobre maniery, które widzimy w sytuacji normalnej, takiej w której wszystko dzieje się wg standardowego skryptu zwykłej sytuacji, gdy wszyscy czujemy się komfortowo, nie zachodzi żadna większa anomalia, takie dobre maniery, to coś całkiem innego, niż te, które są prezentowane w sytuacji anormalnej, takiej, gdzie działa się pod wpływem stresu, gdzie łatwo o negatywne emocje. Te same osoby mogą zachowywać się całkiem inaczej w obu tych typach sytuacji.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Podobnie osoby, które jedynie udają dobre maniery, zazwyczaj zapominają o nich natychmiast przy „zamkniętych drzwiach”. Pomyśl o stereotypowym polityku, który zaraz po kurtuazji publicznych występów, daje wyraz prostackiego zachowania w rozmowie w cztery oczy.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	O których dobrych manierach więc mówimy? Dobre maniery prezentowane na poziomie bardzo powierzchownym wydają mi się słabo skorelowane z kierowaniem się dobrem. Dobre maniery prezentowane niezależnie od sytuacji, przeciwnie.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Powody braku zbieżności
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Możliwych uświadomionych i nieuświadomionych powodów i motywacji dla uzewnętrzniania w  zachowaniu dobrych lub złych manier jest niezliczona ilość, jestem jednak przekonany, że kierowanie się dobrem sprawia, że znajdujemy więcej powodów dla takiego wyboru, kierowanie się zaś złymi pobudkami, egoizmem, chęcią zysku, odwetu, zawiścią, zazdrością itd itp daje mniej takich możliwych powodów, choć oczywiście na pewno bardzo silnym i częstym powodem niezależnie od charakteru jednostki, jest chęć bycia akceptowanym / lubianym / poważanym w społeczeństwie.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Jednocześnie uważam, że uzewnętrznienie braku dobrych manier jest zazwyczaj skorelowane z jakimś brakiem uporządkowania wewnętrznego. Zazwyczaj, ale nie zawsze. I na pewno nie jest to nieprzekraczalna przeszkoda do pokonania, aby generalnie kierować się dobrem pomimo tego. 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Zastanawiam się nad możliwymi powodami, dla których ktoś, kto generalnie stara się kierować dobrem, jednocześnie nie wykazuje dobrych manier.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Oczywistym wydaje się brak dobrego wychowania, brak dobrego wzoru w dzieciństwie. Jeśli np rodzic, który był dla nas wzorem do naśladowania, nie prezentował dobrych manier, możemy mieć nie tylko niską motywację, by potem zmieniać się w tej kwestii na lepsze, ale nawet możemy mieć motywację, by tego nie robić. Dlaczego bowiem mielibyśmy chcieć przyznać przed sobą i całym światem, że rodzic nie był tak dobrą osobą, jak byśmy tego chcieli i jak zapamiętaliśmy to z dzieciństwa? Czy nie wygodniej jest założyć, że raczej dobre maniery nie są w życiu potrzebne, skoro...? 
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Równie oczywistym tropem mogą okazać się wzory inne, niż rodzic. Np wyniesione z popkultury przekonanie, że prawdziwy twardziel nie może być jednocześnie grzeczny, bo grzeczność jest cechą ludzi słabych.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Dalej zwyczajna słabość, gdy pomimo dobrych chęci, nie dajemy rady utrzymać dobrego tonu. Lenistwo. W końcu przekora, prezentowanie postawy przeciwnej do tej, jaką samemu uznaje się za słuszną, z różnych powodów. Dla wskazania obłudy u innych, dla przeciwwagi dla zbyt sztywnych zasad społecznych, w celach humorystycznych (choć w tym ostatnim przypadku złe maniery powinny być bardzo ulotne).
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Hmm, pora kończyć. Nie odkryłem tu Ameryki, jednak samo już przypomnienie, uświadomienie nieoczywistego z pozoru braku korelacji wydaje mi się cenne.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/relog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item></channel></rss>