<?xml version='1.0' encoding='utf-8'?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="/sheet.xsl"?><rss version="2.0"><channel><title>deerbard's nest</title><item><title>home</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/index.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="2.7326732673267324" morss_score="43.23267326732673"&gt;

&lt;pre&gt;────╔╗────────────╔╗────────────╔╗─╔╗────────────────────╔╗───
────║║────────────║║────────────║║─╚╝───────────────────╔╝╚╗──
──╔═╝║╔══╗╔══╗╔══╗║╚═╗╔══╗╔══╗╔═╝║───╔══╗────╔══╗╔══╗╔══╗╣╠╝──
──║╔╗║║╔╗║║╔╗║║╔╗║║╔╗║╚═╗║║╔╗║║╔╗║───║╔╗╝────╗╔╗║║╔╗║║╔╗╝║║───
──║║║║║╠╝║║╠╝║║║╚╝║║║║╔╔╗║║║╚╝║║║║───╠═╗║────║║║║║╠╝║╠═╗║║║───
──║╚╝║║╚═╣║╚═╣║║──║╚╝║║╚╝║║║──║╚╝║───║╚╝║────║║║║║╚═╣║╚╝║║║───
──╚══╝╚══╝╚══╝╚╝──╚══╝╚══╝╚╝──╚══╝───╚══╝────╚╝╚╝╚══╝╚══╝╚╝───
──────────────────────────────────────────────────────────────
────────────── Perseverance is where gods dwell ──────────────
	&lt;/pre&gt;

&lt;p&gt;
	(ENG/PL)
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/about.html"&gt;
		  about / o mnie
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/art/2021-07-22-PL-ENG-Art-manifesto.html"&gt;
		  my little art manifesto / mój mały manifest artystyczny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 logs/ wpisy
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	aggregated / zebrane
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://morss.it/:items=%7C%7C*[class=link-p]%7C%7Ca/https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  RSS feed
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 including / w tym:
&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;
	art for sale, ongoing projects, ideas / co sprzedaję, aktualne projekty, pomysły
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/art/index.html"&gt;
		  ART log
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	other / inne
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/relog/index.html"&gt;
		  re:log / odpowiedzi
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/poetry/index.html"&gt;
		  poetry / poezja
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 interesting places in internet
&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/favorite-gemini.html"&gt;
		  interesting places in smolweb / interesujące miejsca w małej sieci
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/favorite-www.html"&gt;
		  interesting places in www world / interesujące miejsca w świecie www
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	d°°b
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	____________________
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Unless otherwise noted, the content of this site is licensed under CC BY-SA 4.0.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	© deerbard
&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-05-22 (general) [PL/ENG] Cierpliwość / Patience</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-05-22-patience.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.9238578680203045" morss_score="144.92385786802032"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Cierpliwość / Patience
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Cierpliwość. Skąd się bierze? Czemu tak łatwo się kończy? Jak ćwiczyć się w cierpliwości?
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Krótka medytacja sprzed trzech lat, którą dopiero teraz publikuję uzupełniwszy o kilka myśli. Niektóre szkice wpisów po czasie okazują się nieważne i niewarte edycji, lecz te, których nie publikuję od razu, a po czasie wciąż uznaję za wartościowe, mam wrażenie że są najważniejszymi wpisami w tym moim gnieździe.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Skąd bierzemy cierpliwość?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Cierpliwość, czyli zdolność do znoszenia przeciwności losu bez negatywnych uczuć, bez gniewu, złości, frustracji, być może też smutku? 
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Wydaje mi się, że siłę do cierpliwości czerpiemy głównie ze zrozumienia szerszego kontekstu, z szerszego horyzontu na jakim opieramy nasze nadzieje i cele oraz na uczeniu się pokory. Niedogodności znosimy łatwiej, jeśli wiemy (wiemy na wskroś, jesteśmy o tym przekonani), że są one niewielkie w porównaniu z rzeczami większymi, jak choćby z innymi, poważniejszymi niedogodnościami, które równie łatwo mogłyby nam się przydarzyć. Znosimy łatwiej, jeśli wiemy że przeminą na pewno, zaś negatywne emocje jedynie zaszkodzą nam i innym wokół nas, nie ułatwiając przejścia przez te przeciwności. Potrzebujemy zatem silnego fundamentu na którym może oprzeć się nasza psychika w momencie próby, niezachwianej wiary na której stojąc nie stracimy gruntu pod nogami nawet podczas szalejącego wokół nas sztormu.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Czemu łatwo tracimy cierpliwość?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Nawet pomimo stabilnych fundamentów łatwo jest upaść, jeśli nie jesteśmy uważni, a cierpliwość nie wrosła wystarczająco mocno w naszą psychikę. Uważność pozwala na nieustanne wyglądanie ponad tymczasowe problemy, zauważenie zbliżającego się sztormu na czas, zapanowanie nad emocją zanim jeszcze rozhula się tak, że zakołysze nas i przygniecie do ziemi. Czy obserwowaliście kiedyś, co się dzieje, gdy pozwalamy sobie na uśpienie uważności? Gdy przestajemy patrzeć na samych siebie, na własne myśli, zachcianki, pobudki? Jakie instynkty wtedy zaczynają nami kierować? Do czego wtedy zmierzamy? Jak reagujemy? Każdy z nas jest inny, więc i każdy odpowie co innego, włącznie z „nigdy nie zatracam uważności” oraz „nigdy uważny/a nie jestem”. Ja w każdym razie zbyt łatwo wtedy tracę cierpliwość, między innymi.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Jak ćwiczyć się w cierpliwości?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Medytacja nad własnymi emocjami i zachowaniami, ćwiczenie działania w ciągłej uważności, ale także wystawianie ciała i duszy na cierpienie i ćwiczenie się w cierpliwym go znoszeniu. Ćwiczenia takie jak post i wszelka wstrzemięźliwość połączone z obserwacją własnych emocji i dystansowaniem się od nich poprzez porównanie ich małości i śmieszności w obliczu prawdziwych tragedii. Wystawienie naszego ciała na niewygodę, chłód, zmęczenie, niewyspanie i znoszenie ich z uśmiechem. Gdy nasza kultura eroduje i zanikają z niej odpowiednie praktyki uczące nas pokory i cierpliwości, często sami musimy stworzyć sobie odpowiednie rytuały i systemy działania. I wiele osób to robi. Świadomie bądź nie, dążą do wzmocnienia poprzez wystawianie się na niedogodności, których znosić wcale by nie musieli. Nazywają te dążenia inaczej, niż tradycyjnymi określeniami, bo te zostały wyśmiane, zdyskredytowane w powszechnej świadomości. To nie ma znaczenia, chodzi o praktykowanie cnót, nic nie zmieniło się w tej materii.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Cierpliwość wobec siebie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Cierpliwość to również wyrozumiałość w obliczu własnych upadków. Gdy przegrywamy z łakomstwem, chciwością, gniewem, lenistwem, zawiścią itd itp możemy czuć pogardę dla samych siebie, odrazę. Możemy udawać, że tak nie jest (skoro cnoty są nic nie warte, jak nauczyliśmy się wierzyć), możemy wypierać te upadki lub możemy cierpliwie je znosić uważnie obserwując jak do nich dochodzi. Ta druga, cierpliwa droga wyrozumiałości pozwala zauważyć własne słabości, zrozumieć i nauczyć się nad nimi panować. Droga wyparcia jest krótkowzroczna, daje co prawda natychmiastowe efekty, zdejmuje problem z głowy, lecz wypiera do nieświadomości te nasze problematyczne cechy, co prowadzi do nieuchronnej katastrofy, gdy będąc poza naszą kontrolą przejmują one kontrolę nad nami „tylnymi drzwiami”.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Cierpliwość na każdym kroku
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Najważniejszym sprawdzianem cierpliwości, jak i każdej cnoty, jest jednak nasze zachowanie w sytuacjach, gdy nie jesteśmy przygotowani na jej użycie, gdy nie spodziewamy się, nie przewidzieliśmy że trzeba się będzie uzbroić. Nasz charakter sprawdzany jest i szlifowany przez wszystkie te chwile, gdy nie mamy już siły, gdy świat nas przytłacza, sprawy wymykają się z rąk. Miejmy więc cierpliwość dla siebie samych w tych właśnie ciężkich chwilach, gdy nie starcza nam cierpliwości (czy raczej po ich nastąpieniu, gdy wracamy do siebie i cofając się do tej chwili w pamięci widzimy swoją porażkę), jednocześnie uczmy się z tych chwil. Uczmy się pokory, bo tylko ona daje nam skrzydła do dalszego rozwoju.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Powodzenia.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 EN
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Patience. Where does it come from? Why does it fade so easily? How can we practice patience?
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	A short meditation from three years ago, which I’m only now publishing after adding a few thoughts. Some drafts turn out to be unimportant and not worth editing after some time, but those that I don’t publish right away and still consider valuable later on—I feel like they’re the most important posts in this little nest of mine.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Where does patience come from?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Patience—that is, the ability to endure adversity without negative feelings, without anger, rage, frustration, and perhaps even sadness? 
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	It seems to me that we draw the strength for patience mainly from understanding the broader context, from the broader horizon on which we base our hopes and goals, and from learning humility. We endure hardships more easily if we know (know thoroughly, are convinced) that they are minor compared to greater things, such as other, more serious hardships that could just as easily befall us. We endure them more easily if we know they will certainly pass, and that negative emotions will only harm us and those around us, without making it easier to get through these adversities. We therefore need a strong foundation on which our psyche can rely in times of trial, an unshakable faith that will keep us grounded even when a storm rages around us.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Why Do We Lose Our Patience So Easily?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Even with a solid foundation, it’s easy to stumble if we aren’t mindful and patience hasn’t taken deep enough root in our psyche. Mindfulness allows us to constantly look beyond temporary problems, spot an approaching storm in time, and control our emotions before they rage so fiercely that they rock us and pin us to the ground. Have you ever observed what happens when we allow our mindfulness to slip? When we stop looking at ourselves, at our own thoughts, desires, and motivations? What instincts then begin to guide us? Where are we heading then? How do we react? Each of us is different, so everyone will answer differently, including “I never lose my mindfulness” and “I’m never mindful.” In any case, I lose my patience too easily then, among other things.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 How can one practice patience?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Meditating on one’s own emotions and behaviors, practicing constant mindfulness, but also exposing one’s body and soul to suffering and training oneself to endure it patiently. Practices such as fasting and all forms of self-restraint, combined with observing one’s own emotions and distancing oneself from them by recognizing their insignificance and absurdity in the face of true tragedies. Exposing our bodies to discomfort, cold, fatigue, and sleep deprivation, and enduring them with a smile. As our culture erodes and the appropriate practices that teach us humility and patience fade away, we often have to create our own rituals and systems of action. And many people do just that. Consciously or not, they strive to strengthen themselves by exposing themselves to hardships they wouldn’t have to endure at all. They call these pursuits by names other than the traditional terms, because those have been ridiculed and discredited in the public consciousness. It doesn’t matter, it’s about practicing virtues—nothing has changed in this regard.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Patience with Ourselves
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Patience also means being forgiving of our own failures. When we succumb to gluttony, greed, anger, laziness, envy, and so on, we may feel self-contempt or disgust. We can pretend that this isn’t the case (since virtues are worthless, as we’ve been taught to believe), we can repress these failures, or we can patiently endure them while carefully observing how they arise. This second, patient path of understanding allows us to recognize our own weaknesses, understand them, and learn to control them. The path of repression is short-sighted. While it yields immediate results and takes the problem off our minds, it pushes our problematic traits into the unconscious, leading to an inevitable catastrophe when, being beyond our control, they take control of us “through the back door.”
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Patience at Every Turn
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	The ultimate test of patience—as with any virtue—is how we behave in situations where we are unprepared to exercise it, when we do not expect or anticipate that we will need to draw on it. Our character is tested and refined by all those moments when we no longer have the strength, when the world overwhelms us, and things slip out of our hands. So let us be patient with ourselves in these very difficult moments, when we lack patience (or rather, after they have passed, when we come to our senses and, looking back on that moment in our memory, see our failure), and at the same time, let us learn from these moments. Let us learn humility, for only it gives us the wings to grow further.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Good luck.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-05-16 (general) [PL/ENG] Relacje mimo różnic / Relationship despite differences</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-05-16-despite-differences.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.826338639652677" morss_score="32.826338639652676"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Relacje mimo różnic / Relationship despite differences
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	W stałych kontaktach z drugim człowiekiem, prędzej czy później natrafiasz na różnice w patrzeniu na świat, różnice światopoglądowe, ideologiczne... Widzisz przekraczanie granic, których nie chcesz przekraczać, zaniedbania tam, gdzie akurat nigdy byś nie zaniedbał, zachowania, których nie aprobujesz, wybory, których nikomu byś nie polecił. Bagaż takich drobnych zadr w danej relacji powiększa się z czasem i nosisz go tak sobie na plecach. I jeśli nie jesteś słaby, zawistny, pamiętliwy, wypuszczasz niektóre z nich celowo, albo chowasz gdzieś głębiej, żeby nie rzucały się w oczy. Jeśli masz na to siły, o niektórych z nich rozmawiasz, stawiasz otwarcie granice jednocześnie podtrzymując relację... Ale czasem, jeśli nie jesteś święty, czasem zwyczajnie brakuje ci siły człowieku i ogarnia cię zniechęcenie i chcesz tylko schować się w swoim wygodnym kącie, z którego po swojemu patrzysz na świat i zostawić tę relację za sobą, na ile się da. W końcu ile można cierpliwie znosić, jak dużo można nieść na grzbiecie tych niewygód, jak daleko można poszerzać zakres tolerancji wbrew temu, co uważa się za dobre? Zniechęcenie, rozgoryczenie. O, już słyszysz w głowie te podszepty. I od razu wiesz, że nie tędy droga, skoro je słyszysz. Podnieś więc głowę, przemyśl dokładniej gdzie są twoje granice, do którego momentu różnice nie są problemem, do którego stawiasz granice lecz zachowujesz ciągłość relacji, od którego momentu relacja musi ulec zmianie, od którego musi być zakończona. Są to w zasadzie pytania o twoją siłę, o twoje możliwości udźwignięcia ciężaru noszonego na grzbiecie bagażu niekompatybilności. Być może dasz radę unieść więcej, niż myślisz. Prawie na pewno tak. Ale podniesienie więcej, ponad miarę, spowoduje być może więcej zła, niż dobra. A gdy już wiesz, gdy już masz znów jasną wizję, podnieś głowę i idź dalej. Z miłością. Dla niego. Dla niej. Dla innych, nie takich samych. I patrz, czy gdzieś nie mają aby racji. I patrz na swoje błędy. Swoje łatwiej poprawiać.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 EN
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	In your ongoing interactions with others, sooner or later you come across differences in how people view the world—differences in worldview, ideology... You see boundaries being crossed that you wouldn’t cross yourself, neglects where you would never have been negligent, behaviors you don’t approve of, and choices you wouldn’t recommend to anyone. The burden of these little irritations in a given relationship grows over time, and you carry it on your back. And if you aren’t weak, envious, or resentful, you let some of them go on purpose, or you bury them deeper so they don’t stand out. If you have the strength, you talk about some of them, setting clear boundaries while maintaining the relationship... But sometimes, if you’re not a saint, sometimes you simply lack the strength, man, and discouragement overwhelms you, and you just want to hide in your cozy corner, from which you view the world in your own way, and leave this relationship behind, as much as possible. After all, how much can one patiently endure, how much of this discomfort can one carry on one’s back, how far can one stretch the limits of tolerance against what he considers  good?  Discouragement, bitterness. Oh, you can already hear those whispers in your head. And you know right away that this isn’t the way to go, since you can hear them. So lift your head, think more carefully about where your limits lie—up to what point differences aren’t a problem, up to what point you set boundaries but maintain the continuity of the relationship, from what point the relationship must change, from what point it must end. These are essentially questions about your strength, about your ability to bear the weight of the baggage of incompatibility you carry on your back. Perhaps you can carry more than you think. Almost certainly so. But lifting more, beyond measure, may cause more harm than good. And once you know, once you have a clear vision again, lift your head and move forward. With love. For him. For her. For others, who are not the same. And see if they might be right in some way. And look at your own mistakes. Yours are easier to correct.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-04-26 (general) [PL/ENG] Droga do wolności / Path to freedom</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-04-26-path-to-freedom.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.9335548172757475" morss_score="127.93355481727575"&gt;
&lt;h1&gt;
	 Droga do wolności / Path to freedom
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Dyscyplina równa się wolności?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Przypomniało mi się hasło, które lubił często powtarzać Jocko Willink, dawniej amerykański Navy Seal, obecnie twórca podcastu, mówca, autor książek... Człowiek, który pomimo swoich lat nieustannie utrzymuje swoje ciało i umysł w formie (i to jakiej!). Hasło to brzmi: Dyscyplina równa się wolności. Piszę „lubił” w czasie przeszłym, jedynie dlatego, że dość dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz słuchałem jego podcastu, ale zakładam że jego stanowisko się nie zmieniło.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	W tym krótkim wpisie chcę jedynie zawrzeć jedną myśl. Dyscyplina nie równa się wolności, lecz jest świetną do niej drogą, jeśli znajdujemy się na niższym szczeblu takiej (zwizualizujmy to sobie w ten sposób) drabiny do wolności.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Co mam na myśli. Całkowitą wolnością moglibyśmy się cieszyć przy zachowaniu dwóch warunków (tak mi się wydaje): Wiedzy o tym jak postąpić dobrze w każdym momencie i umiejętności postąpienia zawsze zgodnie z tą wiedzą lub jej wbrew. Wtedy i tylko wtedy mielibyśmy całkowitą wolność postąpienia dobrze lub nie w każdym momencie, wg własnej woli. Im dalej jesteśmy od tego ideału, tym dalej od wolności. Łatwo można więc wyszczególnić przykładowe stopnie i uszeregować je hierarchicznie. Np człowiek zdyscyplinowany stanie wyżej na drabinie, niż człowiek niezdyscyplinowany. Choć obaj nie mają pełnego wyboru, jednak ten potrafiący zmusić się do czynienia tak, jak tego chce, a nie jak dyktują mu okoliczności i zachcianki ciała, częściej potrafi wybrać sam swoją ścieżkę. Spośród tych, którym dyscypliny brakuje, wyżej stanie ten, kto potrafi zaczerpnąć motywacji do słusznego działania od innych. Czy to z cudzego wsparcia, czy przykazu który słusznie jest skierowany do tej osoby. Ten drugi, który i tego nie potrafi, skazany jest znacznie częściej na złe wybory, które szybko usidlają człowieka w pułapkach, gdzie wyboru już żadnego nie ma. Nie mając żadnego oparcia ani w dyscyplinie wewnętrznej, ani zewnętrznej  zderza się człowiek już tylko z bezpośrednimi konsekwencjami złych wyborów ze strony rzeczywistości. Najniższym rozróżnieniem byłoby więc jeszcze takie na tego, który z tego zderzenia z rzeczywistością wyciągnie ostatecznie wystarczająco motywacji i siły, by faktycznie zacząć podejmować własne decyzje i tego, który na tym polu przegra i postąpi w jedyny sposób, jaki mu pozostanie - niezgodnie z własną wolą, a niesiony prądem, cudzymi decyzjami i niskimi instynktami ciała. A w drugą stronę patrząc powyżej człowieka zdyscyplinowanego? Tam umieściłbym kolejne stadia człowieka, który z coraz większą lekkością potrafi zrobić, to co powinien i jednocześnie coraz lepiej rozumiejąc właściwą drogę za każdym razem sam wybiera.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Dlaczego rozumiemy wolność wprost przeciwnie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Być może, tak samo jak ja, wychowaliście się w przekonaniu, że wolność nasza definiuje się raczej poprzez brak ograniczenia naszego wyboru przez czynniki zewnętrzne, tzn wolni jesteśmy, gdy każdy nasz czyn jest możliwy i żaden nie przyniesie nam negatywnych konsekwencji, a co najmniej negatywnych konsekwencji w postaci ograniczenia naszej wolności. Przy takiej definicji szybko zauważamy, że nie tylko wolność naszą ogranicza wolność każdego innego człowieka, lecz i w ogóle każdej rzeczy, a właściwie wolność naszą ograniczają same prawa rządzące rzeczywistością. Nigdy nie będziemy prawdziwie wolni! Jak się wyłamać z tego więzienia?!
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Po poczynieniu takiej konstatacji i przy zachowaniu tej definicji najpewniej zaczniemy dążyć więc do poszerzania swojej tak rozumianej wolności kosztem cudzej. Swoją wolność zaś najpewniej zaczniemy wykorzystywać dla spełniania niskich zachcianek.  Piszę „najpewniej”, bo taką korelację widzę, tak to rozumiem. Wybaczcie, jeśli czegoś nie dostrzegam i nie czytajcie tego, jakbym sądził, że zjadłem wszystkie rozumy. Piszę myśląc, myślę pisząc, roztrząsam sprawę.  Dla uspokojenia dodam, że wcale nie stawiam wysoko na tej wyobrażonej drabinie własnej osoby, o nie...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Pójdę nawet dalej za tą myślą. To odwrócenie widzenia kwestii wolności wynika z wszechobecnego zinfantylizowania społeczeństw rozwiniętych. Jesteśmy zwyczajnie rozpieszczeni do tego stopnia, że szczytem wolności wydaje nam się możliwość zrobienia na przekór i zjedzenia czekoladki, choć ta wcale nam nie posłuży. Dyscyplina jawi nam się z naszego wspólnego, uśrednionego tak nisko punktu widzenia, jako przykra konieczność, potrzebna tylko do tego, by nie potykać się o własne błędy, o skutki swojego postępowania. Chcielibyśmy się i tej dyscypliny pozbyć, ale „niestety” na razie musimy ją pozostawić z braku lepszych możliwości ucieczki, tak ucieczki do tej naszej błędnie pojmowanej wolności. A do wolności się nie ucieka, nie zostawia, nie łamie zasad, nie biegnie w dół, ale idzie pod górę, w stronę światła, zasad się uczy, przyłącza się do tego co dobre. Dopóki tego nie rozumiemy, ludzie pokroju Jocko Willinka wydają się prawić nonsensy, my tam wiemy lepiej (siedząc na kanapie i objadając się czipsami, ale gdybyśmy tylko chcieli...). I dlatego wciąż i wciąż się potykamy. Bo ostatecznie nie wierzymy nawet w tę dyscyplinę. Niby ją stosujemy, ale tylko dopóki starczy opanowania, dopóki nie puszczą hamulce, bo przecież ostatecznie liczy się moja wygoda, moja racja, moje dobro, moja wolność... kosztem wszystkich innych.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Prawdziwa droga do wolności
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Droga do wolności wiedzie przez skruchę, przez pokorę, przez miłość i przez ofiarę.
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Ale dyscyplina nie zawadzi na tym etapie, nie zawadzi.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 EN
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Does discipline equal freedom?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I was reminded of a motto that Jocko Willink, a former U.S. Navy SEAL and now a podcaster, speaker, and author, liked to repeat often... A man who, despite his age, constantly keeps his body and mind in shape (and what shape!). The motto goes: Discipline equals freedom. I write “used to” in the past tense only because quite some time has passed since I last listened to his podcast, but I assume his stance hasn’t changed.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	In this short post, I just want to share one thought. Discipline does not equal freedom, but it is a great path to it if we find ourselves on a lower rung of this (let’s visualize it this way) ladder to freedom.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	What I mean is this: We could enjoy complete freedom if two conditions were met (or so it seems to me): the knowledge of how to act rightly at every moment, and the ability to act in accordance with that knowledge—or against it—at all times. Then, and only then, would we have complete freedom to act rightly or wrongly at every moment, according to our own will. The further we are from this ideal, the further we are from freedom. It is therefore easy to list examples of degrees and rank them hierarchically. For example, a disciplined person will stand higher on the ladder than an undisciplined person. Although neither has complete freedom of choice, the one who can force themselves to act as they wish—rather than as dictated by circumstances or the body’s whims—is more often able to choose their own path. Among those who lack discipline, the one who can draw motivation for right action from others will rank higher. Whether through someone else’s support or a command rightly directed at that person. The other, who cannot even do this, is far more often doomed to make bad choices that quickly ensnare a person in traps where there is no choice left. With no support to be found in either internal or external discipline, a person is left to face only the direct consequences of their poor choices as reality unfolds. The most basic distinction, then, would be between those who ultimately draw enough motivation and strength from this clash with reality to actually begin making their own decisions, and those who lose in this struggle and act in the only way left to them—not according to their own will, but carried along by the current, by others’ decisions and the base instincts of the body. And looking the other way, above the disciplined person? There I would place the subsequent stages of a person who, with increasing ease, is able to do what they should and, at the same time, with a growing understanding of the right path, chooses it for themselves each time.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 Why do we understand freedom in exactly the opposite way?
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Perhaps, just like me, you were raised with the belief that our freedom is defined rather by the absence of restrictions on our choices imposed by external factors—that is, we are free when every action we take is possible and none will bring us negative consequences, or at least negative consequences in the form of restrictions on our freedom. With such a definition, we quickly realize that our freedom is limited not only by the freedom of every other person, but also by the freedom of every single thing—indeed, our freedom is limited by the very laws governing reality. We will never be truly free! How can we break out of this prison?!
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Having made this observation and adhering to this definition, we will most likely begin to seek to expand our freedom—as understood in this way—at the expense of others’. And we will most likely begin to use our freedom to satisfy base desires.  I write “most likely” because that is the correlation I see; that is how I understand it. Forgive me if I’m missing something, and please don’t read this as if I think I know it all. I write as I think, I think as I write, I ponder the matter.  To reassure you, I’ll add that I don’t place myself very high on this imaginary ladder, oh no...
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	I’ll take this line of thought even further. This reversal of how we view freedom stems from the pervasive infantilization of developed societies. We are simply so spoiled that the pinnacle of freedom seems to us to be the ability to do against and eat a piece of chocolate, even though it won’t do us any good. From our shared, so-low-level perspective, discipline appears to us as an unpleasant necessity, needed only to avoid stumbling over our own mistakes, over the consequences of our actions. We would like to get rid of this discipline as well, but “unfortunately” for now we must leave it behind for lack of better means of escape—that is, escape to our mistakenly understood freedom. But one does not escape to freedom; one does not abandon, break the rules, or run downhill—but rather walks uphill, toward the light, learns the rules, and aligns oneself with what is good. Until we understand this, people like Jocko Willink seem to be spouting nonsense; we know better (sitting on the couch and stuffing ourselves with chips, but if only we wanted to...). And that is why we keep stumbling over and over again. Because ultimately, we don’t even believe in that discipline. We pretend to follow it, but only as long as we have the self-control, until the brakes give out, because after all, what really matters is my comfort, my way, my well-being, my freedom... at the expense of everyone else.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 The True Path to Freedom
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	The path to freedom leads through repentance, humility, love, and sacrifice.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	But discipline won’t hurt at this stage, it won’t hurt.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item><item><title>2026-04-10 (general) [PL] „Szukając śródziemia” - moja ocena</title><link>https://rawtext.club/~deerbard/glog/2026-04-10-szukajac-srodziemia.html</link><ns0:encoded xmlns:ns0="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;div class="main" morss_own_score="5.761904761904762" morss_score="64.26190476190476"&gt;
&lt;h1&gt;
	 „Szukając śródziemia” - moja ocena
&lt;/h1&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h2&gt;
	 PL
&lt;/h2&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Znów raczej gromadzę notatki, czasem zupełnie szybkie myśli bez rozwinięcia, ale nie publikuję. Więc tym razem zamiast coś pisać, wykorzystam wolną chwilę na wrzucenie. Nie tłumaczę, bo podcast, który recenzowałem (już miesiąc temu) i tak jest do wysłuchania jedynie po polsku.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Wysłuchałem całego „Szukając Śródziemia” - kilkuodcinkowego podcastu wyemitowanego w końcówce roku 2025 przez Polskie Radio. 
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
	Podcast mi się podobał i nie podobał jednocześnie. 
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 podobał się, bo
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Trzeba powiedzieć, że jest świetnie zrealizowany, cała warstwa dźwiękowa sprawia, że jest to bardziej słuchowisko, niż to, co zazwyczaj nazywamy podcastem (jedna lub kilka osób rozmawiających na różne tematy). Wraz z prowadzącym (Adam Dąbrowski) łatwo możemy zanurzyć się w podróż i poczuć, że przeżywamy ją wraz z nim, odwiedzając kolejne miejsca na mapie, słuchając opowieści napotykanych osób. Opowieść ta ma przemyślany scenariusz, sprawnie przycięte mono- i dia-logi, historia ułożona jest bardziej w logiczne ciągi skojarzeniowe, niż geograficznie logiczne szeregi miejsc i poruszanych kwestii. I, jeśli chcemy dać ponieść się opowieści, zakosztować przyjemności przejażdżki, w której kontrolę oddajemy prowadzącemu, to jest to na prawdę świetnie zrealizowana przejażdżka autokarowa z pilotem.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Jednocześnie (i nie jest to specjalnie zarzut, po prostu naturalna konsekwencja takiego stylu tworzenia słuchowiska) w żaden z tematów się nie zagłębiamy, jest to raczej spis treści, spis tematów dla kogoś, kto chciałby pójść dalej i dowiedzieć się czegoś o nich. Jeśli tak się to potraktuje, to kolejny plus - baza interesujących tematów do eksploatacji.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;h3&gt;
	 nie podobał się, bo
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	To jest trudne do dokładnego wskazania. Jednak spróbuję. Chodzi mianowicie o połączenie pewnego charakterystycznego stylu komunikacji, w którym wszystko przedstawia się jako interesującą ciekawostkę, część fascynującej historii,  z charakterystyką przedstawianych faktów, tez i ciekawostek, które nie zawsze są na równi wartościowe i prawdziwe. Dotyczy to zwłaszcza ostatniego odcinka, czy dwóch, gdzie przedstawiane są różne fałszywe nadinterpretacje przesłania dzieł Tolkiena i wykorzystywanie ich do propagandy politycznej, czy wykoślawianie zawartych w nich treści, stawianie ich na głowie. Rozumiem pobudki prowadzącego / autora słuchowiska, rozumiem chęć przedstawienia możliwie szerokiego spektrum zagadnień powiązanych z twórczością Tolkiena. Mnie się to jednak nie podobało, nie lubię takiej relatywizacji, mówienia o każdym przejawie wykorzystania jakiegoś motywu, dzieła, idei jako o równoprawnym jedynie dlatego, że łączy je taki wspólny mianownik.
&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;
	 ostatecznie
&lt;/h3&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	Słuchowisko polecam z tym zastrzeżeniem, że trzeba go słuchać uważnie i samemu postanowić, co myśli się o każdej przedstawianej informacji. Słucha się tego, jak już pisałem, wspaniale, od pierwszej chwili czując się, jakby się wraz z prowadzącym wybrało w świat, ze staromodnym plecakiem na plecach i oczami pełnymi nowych krajobrazów.
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;p&gt;
	_____
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/glog/index.html"&gt;
		  general log / dziennik ogólny
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/deerlog.html"&gt;
		  deerlog
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;
&lt;a href="https://rawtext.club/~deerbard/contact.html"&gt;
		  contact / kontakt
	&lt;/a&gt;
&lt;/p&gt;
&lt;br&gt;
&lt;/div&gt;</ns0:encoded></item></channel></rss>